Dlaczego twórca start-upu powinien pomyśleć o przeprowadzeniu badania stanu techniki już na początkowym etapie prac nad pomysłem? Czy warto chronić markę swojego start-upu? Tego dowiecie się po przeczytaniu poniższego tekstu. 

Natomiast już teraz zachęcamy do korzystania z usług Ośrodka Transferu Technologii Politechniki Świętokrzyskiej. Pomagamy chronić własność intelektualną, oferujemy badanie stanu techniki w danej dziedzinie i zapewniamy wsparcie oraz doradztwo naszych specjalistów w zakresie nowych technologii i innowacji. Zapraszamy do współpracy!

 

Czy można zastrzec znane określenie?

Nauczka dla polskiego startupu od amerykańskiej korporacji. 

Myślisz, że otwierając własną firmę w środkowo-wschodniej Europie nie masz szans na bezpośredni kontakt ze strony największych korporacji świata? Jeśli tak, to jesteś, tak jak do niedawna właściciele warszawskiego startupu, w błędzie – możesz zostać zaskoczony w najmniej spodziewanym momencie.

Drzwi niedużego biura na Fabrycznym Targówku otworzyły się z hukiem. Do środka wpadł jeden z założycieli startupu, ściskając kopertę i krzycząc w stronę swojego kolegi:

– „Marcin, napisała do nas wytwórnia z Ameryki!”

– „Żartujesz? Co napisali?”

Gdy parę miesięcy wcześniej razem z Marcinem Pankiem zakładaliśmy startup, planowaliśmy zająć się tworzeniem wirtualnych postaci 3D animowanych na żywo przez aktora. Ta technologia umożliwia dokładne przełożenie ruchów człowieka i jego mimiki na model 3D w czasie rzeczywistym. Otrzymuje się w ten sposób Avatara, czyli reprezentację żywego człowieka w świecie cyfrowym. Spółce daliśmy nazwę Avatar Genies, ponieważ pierwszym naszym produktem miał być interaktywny Dżin, wyświetlany jako hologram na ekranie z pary wodnej.

Szybki rozwój firmy, potwierdzony kilkoma nagrodami w konkursach, przerwał jednak list, który nadszedł z kancelarii patentowej mieszczącej się w Piasecznie.

Nic nie wskazywało na wielkoświatowość małej koperty. W środku znaleźliśmy wiadomość od amerykańskiej wytwórni filmowej 20th Century Fox. Lokalny przedstawiciel praw autorskich korporacji postanowił nakłonić nas, abyśmy zmienili nazwę firmy, porzucili dotychczasowe działania w promocji marki i oddali wszystkie posiadane domeny ze słowem AVATAR w nazwie, gdyż… uwaga… „(…) jest właścicielem (…) znaku towarowego AVATAR zarejestrowanego na terytorium UE„ Fox stwierdził, że Avatar Genies jako firma działająca w branży rozrywkowej, czerpie korzyści z podobieństwa swojej nazwy do tytułu filmu, który w 2009 roku stworzyła wytwórnia 20th Century Fox.

Nie zostało nam więc nic innego, jak udowodnić w sądzie swoje racje i prawa do użycia słowa w odmiennym charakterze, niż ten podnoszony przez kancelarię patentową. Komunikaty marketingowe spółki Avatar Genies skupiały się w całości na innowacyjności autorskich rozwiązań, co więcej – żaden z prototypów Avatarów nie miał niebieskiej skóry, ani nie sugerował podobieństwa do filmowych postaci i historii Jamesa Camerona. Uznaliśmy, że z dobrym prawnikiem po swojej stronie powinno nam się udać zakończyć ten spór w kilka miesięcy. Byłyby to koszty niewspółmiernie mniejsze do poniesionych dotychczas nakładów.

Żądania biura patentowego zbiegły się w czasie z naszym kolejnym sukcesem – wygraliśmy konkurs Stowarzyszenia Agencji Reklamowych i dostaliśmy bilety na Festiwal Kreatywności przy Cannes Lions. Stanęliśmy przed ogromną szansą promocji, a tymczasem dotychczasowa marka stała pod znakiem zapytania. Przecież wcale nie musieliśmy wygrać w sądzie. Dlatego podjęliśmy błyskawiczną decyzję o zmianie nazwy firmy, logo, oraz całej komunikacji. Pod presją, zamiast poświęcić czas i środki na spokojne przygotowania do Festiwalu, musieliśmy stworzyć nową nazwę, identyfikację wizualną, stronę firmową, materiały reklamowe, odwiedzić notariusza, KRS, instytucje współpracujące, oraz zapłacić za to wszystko z własnej kieszeni. Wszystko na kilka dni przed wyjazdem do Cannes. Nie wszyscy pracują w takim tempie – KRS’owi przetworzenie wniosku o zmianę nazwy zajęło ponad 30 dni.

W takich okolicznościach narodziło się Virthu – Virtual Humans. I choć zmiana zaszła z korzyścią dla firmy, bo nowa nazwa idealnie oddaje charakter produktu, to okoliczności były nie do pozazdroszczenia. Ostatecznie kancelaria przestała wydzwaniać do nas w sprawie słowa „Avatar” i nikt już nie zamierza nawet wspomnieć tego słowa przy okazji marketingu. Niemniej przykry niesmak pozostał i nauczka na przyszłość, że nie zawsze oczywiste nazwy i słownikowe rzeczowniki, są ogólnodostępnymi słowami. Warto przy okazji kreowania swojej marki sprawdzić wszelkie konotacje wybranych słów. To na pewno opłaci się w przyszłości.


„AVATAR – reprezentacja uczestników światów wirtualnych. Dotyczy zarówno rzeczywistych ludzi uczestniczących za ich pomocą w tych światach, jak i postaci generowanych przez samo oprogramowanie” – cytat pochodzi z Wikipedia.org.

Podajemy link do bazy, gdzie jest zastrzeżony ten znak towarowy: 

https://euipo.europa.eu/eSearch/#details/trademarks/009043928


Autor tekstu: Adrian Perdjon – Członek Zarządu Virthu – Virtual Humans

Źródło: www.mamstartup.pl