Tak zatytułowany był jeden z paneli dyskusyjnych ostatniego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Jego uczestnicy dzielili się nadziejami i obawami związanymi z planami powołania Narodowego Instytutu Technologicznego.

Powstanie NIT to jedna ze strategicznych inicjatyw Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, którym kieruje Jarosław Gowin. Głównym celem Instytutu ma być prowadzenie badań naukowych i prac rozwojowych zgodnych z polityką gospodarczą państwa. Na początku maja zakończyły publiczne konsultacje ustawy dotyczącej powołania NIT. Obecnie w Polsce działa 114 instytutów badawczych, które podlegają różnym ministerstwom, co – zdaniem resortu nauki – niejednokrotnie utrudnia efektywne wykorzystanie ich możliwości. Wg założeń, złożony z 35 najlepszych ośrodków NIT będzie mógł stać się wydajnym zapleczem naukowym do realizacji rządowej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. NIT ma rozpocząć działalność w 2018 r., a wzorem przy jego tworzeniu ma być renomowane Towarzystwo Fraunhofera, które skupia blisko 70 niemieckich organizacji naukowych. 

Zmiany budzą obawy

Uczestniczący w dyskusji Piotr Dardziński, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, przekonywał, że jego resortowi zależy na tym, aby zmiany dotyczące działalności instytutów badawczych były wprowadzane we współpracy ze środowiskiem naukowym. – Zmiany zawsze są związane z ryzykiem i budzą obawy. Znajdujemy się w trakcie czwartej rewolucji przemysłowej. Reforma jest skutkiem głębokiej analizy tego, czy system nauki i instytutów badawczych jest przygotowany do tej rewolucji – stwierdził Dardziński. – Nie chodzi o to, aby instytuty starały się dostosować do wymagań gospodarki, a tylko tworzyły wiedzę i technologie, które będą jej kołem zamachowym – zaznaczył. 

Dardziński akcentował, że NIT jest potrzebny, aby zatrzymać odpływ młodych naukowców na Zachód. Wiceminister przytoczył także statystyki, którymi argumentował potrzebę zmian. Jak wskazał, w 2015 r. cztery uczelnie opublikowały więcej patentów niż wszystkie instytuty badawcze razem wzięte. Ponadto siedem instytutów wygenerowało 80 proc. patentów wśród ogółu instytutów. Natomiast 30 proc. instytutów w ciągu ostatnich trzech lat nie opublikowało żadnego patentu. – Każdy instytut ma potencjał, ale do tej pory nie udało się ich zintegrować. Nie jest dobrze, jeśli różne jednostki dublują instalacje, czy konkurują o podobne środki. Nie możemy zmarnować żadnego potencjału, bo już mamy go mało – mówił Dardziński. Dodał, że liczba 35 instytutów nie jest ostateczną i do NIT będą mogły dołączyć kolejne. – Naszym zdaniem instytuty badawcze nie powinny być podległe ministrom, a bardziej niezależne i samorządne w ramach NIT. Chcemy im dać większą swobodę i autonomię, a koordynatorem działań będzie zarząd NIT – wyjaśniał wiceminister. 

Naukowy punkt widzenia

Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej, stwierdził, że do komercyjnego sukcesu potrzebna jest triada, w której skład wchodzą uczelnie wyższe, instytuty badawcze oraz przemysł. Mężyk zwrócił uwagę, że duże koncerny mają własne i prężnie działające działy badań i rozwoju, które skutecznie przyciągają zdolnych naukowców. Dlatego – jak wskazał rektor – tym bardziej trzeba integrować polski potencjał badawczy, gdyż tylko jego wzmocnienie może zahamować odpływ kapitału ludzkiego z Polski do globalnego przemysłu. 

W podobnym tonie wypowiadał się Tomasz Babul, dyrektor Instytutu Mechaniki Precyzyjnej. W jego opinii, strach i niepewność związana z kształtem zapowiadanego NIT-u może być dodatkowym katalizatorem do drenażu instytutów badawczych z najlepszej kadry. Dotyczy to zwłaszcza młodych naukowców. Z kolei ci doświadczeni są kuszeni przez zachodnie, ale też azjatyckie koncerny. W efekcie niebezpieczeństwo związane z luką pokoleń w polskim sektorze badawczo-rozwojowym stają się coraz bardziej realne. 

O traceniu „młodych diamentów” mówiła Ewa Mańkiewicz-Cudny, prezes Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych Naczelna Organizacja Techniczna. W jej opinii duża część instytutów badawczych dobrze sprawdziła się we współpracy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami. Jednocześnie apelowała o przemyślany kształt zapowiadanych reform. 

Leszek Rafalski, dyrektor Instytutu Badawczego Dróg i Mostów oraz przewodniczący Rady Głównej Instytutów Badawczych, zapewniał, że środowisko naukowe może wspierać reformy, jeśli będą one odpowiedzialne. Rafalski podkreślał, że NIT nie może być połączeniem „grochu, mydła i powidła”, odnosząc się do tego, jakie instytuty wejdą docelowo w jego skład. Zwracał też uwagę, że równie dobrze można było przemyśleć formułę tworzenia sieci tematycznych, która skupiałyby wybrane instytuty. 

Zbigniew Śmieszek, dyrektor Instytutu Metali Nieżelaznych w Gliwicach, przyznał, że obecnie element koordynacji szwankuje – zarówno programowej, jak i w kontaktach z ministerstwami. Śmieszek zwrócił uwagę, że w krajach rozwiniętych zazwyczaj istnieje jeden instytut badawczy o większej skali działania, więc w Polsce też mógłby taki powstać – skupiający kilkanaście jednostek w strategicznych dziedzinach. Pozostałe mogłyby działać nadal poza taką strukturą. Jednocześnie Śmieszek wyraził opinię, że pozbawienie osobowości prawnej instytutów, które wejdą w skład NIT, będzie oznaczało – wbrew zapewnieniom resortu nauki – brak autonomii oraz centralizację. 

Okiem biznesu

Duży nacisk na działalność badawczo-rozwojową od lat kładzie Mostostal Warszawa, a pokłosiem tego są m.in. dwa oddane w 2016 r. do użytku a mosty z materiałów kompozytowych w okolicach Rzeszowa. Juliusz Żach, kierownik działu badań i rozwoju w warszawskiej spółce, ocenił, że przygotowywana reforma jest potrzebna. Jego zdaniem kondycja instytutów badawczych znajduje się w ścisłej z rozwojem gospodarki oraz innowacyjnością firm. Żach stwierdził, instytuty pełnią dobrą rolę w zakresie certyfikacji i badań, ale powinny mieć też bardziej rozwiniętą część rozwojową. W przypadku przytoczonych projektów mostów kompozytowych Mostostal współpracował z uczelniami – politechnikami Rzeszowską i Warszawską. 

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen, zwracał uwagę na istotną rolę instytutów badawczych, z którymi koncern współpracuje w takich dziedzinach jak przemysł rafineryjny i wydobywczy oraz energetyka. Z drugiej strony stwierdził, że brakuje w Polsce takich jednostek, które Orlenowi pomogłyby w obszarze cyfryzacji. Dlatego Czyżewski wskazał, że reforma jest potrzebna, aby wesprzeć potencjał badawczo-rozwojowy w nowych technologiach. 

Głos zabrał też przysłuchujący się dyskusji Jerzy Buzek, europoseł oraz były przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Zwrócił uwagę na przykład udanego działania, dotyczącego integracji nauki na poziomie UE. Były premier, który pełni też funkcję przewodniczącego Rady Programowej Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wskazał tu na sieciowanie – powołanie wspólnoty wiedzy i innowacji w wybranych dziedzinach. – Najlepsza, czyli InnoEnergy, działa w dziedzinie energii. Jeden z jej sześciu ośrodków znajduje się w Polsce i zajmuje się paliwami kopalnymi. W tym modelu współpracy 70 proc. środków pochodzi z przemysłu, a resztę może dać UE. Ten pomysł się udał – dowodził Buzek. 

Autor: WNP.PL (TOMASZ ELŻBIECIAK)