Szkoci nie żyją z zegarkiem w ręku, są wyluzowani i otwarci na innych – mówi Rafał Kwiecień, student Wydziału Zarządzania i Modelowania Komputerowego Politechniki Świętokrzyskiej, który wrócił właśnie do Kielc z dyplomem University of the West of Scotland. 


Decyzja spontaniczna czy przemyślana? Były obawy przed wyjazdem?

W pełni przemyślana. Choć początki, dokładnie pierwsze dwa miesiące były ciężkie. Najbardziej obawiałem się, że polegnę na angielskim. Wiedziałem, że Szkoci mają swój dialekt, swoją gwarę i nawet ci, którzy znają angielski mają trudności ze zrozumieniem. I to się potwierdziło. Na zajęciach, które prowadzili szkoccy wykładowcy, było ciężko. Na szczęście było ich niewielu.

Dlaczego Szkocja?

Ta uczelnia zajmowała najwyższe miejsce w rankingach. Przejrzałem wszystkie oferty i ta wydawała mi się najlepsza. Przede wszystkim chodziło o podszlifowanie angielskiego. Bałem się Włoch, Portugalii czy Hiszpanii, tam angielski nie wystarczy. Wyjeżdżałam do Szkocji raczej ze słabą znajomością tego języka, teraz mogę swobodnie komunikować się z innymi. Nie ukrywam, że sprawdzałem jak wygląda plan dnia studenta na szkockim uniwersytecie. Są tylko trzy przedmioty i tylko trzy dni nauki i to też był dla mnie argument. Mogłem pozwolić sobie na pracę i dorobić do stypendium.

Studia w Szkocji czymś Cię zaskoczyły?

Zupełnie inna relacja student-wykładowca. Tam wszyscy mówiliśmy sobie po imieniu, to skraca dystans, tworzy układ partnerski. To po pierwsze. Po drugie–zero ściągania na egzaminach. Tam nawet nikt o tym nie myśli. Wykładowcy mówią jakie mają oczekiwania , co znajdzie się na testach, nie ma żadnych niespodzianek. Każdy egzamin to taka mała matura. Poziom wcale nie był wysoki, bardziej obawiałbym się egzaminu w Polsce. To co niewątpliwie różni studiowanie w Szkocji od tego w Polsce to więcej praktyki. 80 procent zajęć to praca w grupach nad projektami, teoria, wykłady w minimalnym stopniu. Poza tym dużo  pracy trzeba wykonać w domu i to samodzielnie. Nie można spisywać z Internetu co jest normą na polskich uczelniach. Wszystko dokładnie sprawdza system antyplagiatowy.

Studia to nie tylko nauka. Jak wygląda życie studenta – Polaka w Szkocji?

Pierwszy miesiąc był bardzo intensywny. Było sporo eventów organizowanych przez uczelnie, dużo imprez w klubach studenckich. I oczywiście wycieczek i zwiedzania miasta. Na pewno na początku było więcej rozrywki niż nauki. Potem trzeba było wziąć się ostro do pracy.

Szansa na naukę języka, poznanie kultur i ludzi? Jaki Erasmus jest naprawdę?

Celem tego programu nie jest przykucie studentów do ławek w salach, ale  danie im szansy poznania zwykłych ludzi i prawdziwej kultury. Ja zawiązałem mnóstwo znajomości z ludźmi z całego świata. Mieszkałem z dwoma Francuzami, dwoma Hiszpanami i Włochem. Każda z tych relacji była wyjątkowa. Spędzałem z nimi więcej czasu niż z Polakami, którzy też studiowali na tej uczelni.

Zaprosiłem ich do Warszawy , teraz ja jadę do Francji. To właśnie ludzie stanowili największą wartość tego wyjazdu. Erasmus uczy też radzenia sobie w każdej sytuacji, kiedy jesteśmy zdani tylko na siebie. Stajemy się dzięki temu otwarci na nowe wyzwania, bardziej elastyczni.

Jest coś czego można pozazdrościć Szkotom?

Na pewno podejścia do życia. Są zadowoleni, dumni ze swoich tradycji i otwarci na innych. Nie ma w nich tego ciągłego napięcia , jakie często towarzyszy nam. Mówiąc ogólnie – są wyluzowani, jak mało który znany mi naród. Ale jest też ta niezbyt przyjemna strona Szkocji – kapryśna pogoda do której nam Polakom trudno się przyzwyczaić. Ciągłe deszcze, przeszywający wiatr i chłód jak dla mnie to za dużo. Więc studia tak, życie w Szkocji nie.